To było do przewidzenia. Kiedy idzie się spać o 4 nad ranem, z odpowiednią ilością alkoholu we krwi i ćwierkaniem ptaków za oknem, cały nadchodzący dzień nie może być inny, niż rozmyty i taki jakiś niedookreślony. Co nie zmienia faktu, że bardzo podobało nam się bycie nawiedzanym przez znajomych, długie nocne rozmowy i wymiany filmowo- muzyczne.
Dzięki temu w końcu mam soundtrack z "Windą na szafot", którego tak długo szukałam. Kolejka filmów do oglądnięcia również grzecznie czeka na obejrzenie. Zwłaszcza stare filmy Jeana Luca Godarda... Kiedy ja znajdę na to wszystko czas?
Póki co wracam do Hrabaliana rediviva, a nuż coś znajdę, co mi się może przydać d pracy?
Cudowny weekend mija. Szkoda.
1 komentarz:
:-) Takie bywają weekendy - ciut przyjemności, ciut pracy dla pracoholików. Pozdrawiam!
Prześlij komentarz