W życiu zupełnie nic nie da się przewidzieć.
Wychodziłam z domu i miałam zamiar zawieźć dla koleżanki we Wro kilka rzeczy i zastanawiałam się, czy iść na zajęcia, czy lepiej wcześniej wrócić do domu, bo zaczynało śnieżyć.
Skończyło się na tym, że nagle zauważyłam hamujące auta. Zaczęłam sama delikatnie hamować, żeby nie wjechać w samochody przede mną i skończyło się na straceniu kontroli nad samochodem. Cudem nie wjechałam w nic i udało mi się uspokoić samochód. Wizja dzwonu jednak skutecznie spowodowała trzęsące się ręce i skok adrenaliny.
Chwilę potem stanęliśmy w korku i tak sobie stałam... od 12.30 - 17 !!! Ciężarówka przewróciła się w poprzek drogi i mimo, że widziałam już zjazd, którym mogłabym wrócić na przeciwległy pas, to sobie tak stałam i stałam...
Droga powrotna za bezpieczna też nie była. Błoto, po którym samochód tańczył i nawiewany z pól śnieg.
Jestem jednak w domu w końcu, otworzyłam piwko, co by się trochę zresetować i te dzisiejsze poślizgi zdecydowanie mnie trochę zresetowały i pomogły zastanowić się jak szybko można stracić życie.
Tato właśnie wraca z Zielonej Góry, jak tylko całe stadko będzie w domu, mogę być spokojna.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codzienność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codzienność. Pokaż wszystkie posty
środa, 14 stycznia 2009
środa, 10 grudnia 2008
teraz chcę być twoim psem
Nie ma nic odkrywczego w tym, co powiem, ale w wakacje, gdy mam niewiele rzeczy do zrobienia, czas ciągnie się niemiłosiernie. Natomiast teraz, gdy wielkimi krokami zbliża mi się sesja, pisanie eseju, konspektu magisterki, a oprócz tego muszę przebrnąć przez tony książek i tłumaczeń, czas nagle przyspieszył do okropnego tempa. Mam jednak nadzieję, że to jakoś ogarnę. Na szczęście Mi ma w weekend szkołę, więc będę miała mnóstwo czasu na naukę (albo i trwonienie go przy komputerze, z czym zdecydowanie muszę walczyć).
Wczoraj odezwała się we mnie dziewczyńska część mojej osoby i spędziłam mnóstwo czasu na strawberry.net Jest to niezły sklep z kosmetykami ( naczytałam się różnych opinii internautów i zdecydowanie wszystkie były na tak), które są duuużo tańsze niż w Polsce. Państwo to jednak złodziej nakładając tak wysokie akcyzy i cła.
I oczywiście idą święta a funduszy na prezenty tak jakoś brak :)
samej atmosfery jeszcze nie czuję, ale wszystkie te gadki o odwoływaniu zajęć, przekładaniu ich i przerwie świątecznej robią swoje.
to teraz była przyjemność, a ja wracam do tłumaczenia ( i przegryzania się przez czeski slang) titulków z "Pusinek" na polski.
Wczoraj odezwała się we mnie dziewczyńska część mojej osoby i spędziłam mnóstwo czasu na strawberry.net Jest to niezły sklep z kosmetykami ( naczytałam się różnych opinii internautów i zdecydowanie wszystkie były na tak), które są duuużo tańsze niż w Polsce. Państwo to jednak złodziej nakładając tak wysokie akcyzy i cła.
I oczywiście idą święta a funduszy na prezenty tak jakoś brak :)
samej atmosfery jeszcze nie czuję, ale wszystkie te gadki o odwoływaniu zajęć, przekładaniu ich i przerwie świątecznej robią swoje.
to teraz była przyjemność, a ja wracam do tłumaczenia ( i przegryzania się przez czeski slang) titulków z "Pusinek" na polski.
wtorek, 2 grudnia 2008
od A do Z
Wczoraj wieczorem również zmalowałam moją listę filmów. Noc nie należała do udanych, bowiem zastanawiałam się cały czas jaki film na "Ł" mógłby mi się podobać :)
A- Aimee & Jaguar, Atonement (Pokuta), A good shepard (Dobry agent)
B- Bracie, gdzie jesteś?, Bierz forsę i w nogi, Benny & Joon
C- Closer, Cinema Paradiso, Chinese Box
D- Do widzenia, do jutra, Do utraty tchu, Dwóch ludzi z szafą
E- Elling
F- Frida, Friends- serial
G- Głową w mur, Girl Interrupted
H- Hair, House- serial
I- Intymność, Imię róży
J- Jazda, Jedna ruka netleska
K- Kola, Księżniczka i wojownik
L- Lisbon story, Love actually, Legend of the 1900, Little children
Ł- ?
M- Malena, Mulholland drive, Musimy sobie pomagać
N- Niewinni czarodzieje, Niebo nad Berlinem, Nosferatu wampir
O- Okna
P- Pali się moja panno
R- Rosemary's baby
S- Samotni, Sprzedawca marzeń, Snatch
T- Transylwania, To nie jest kraj dla starych ludzi, The meaning of life
U- Ukryte pragnienia
V- Vengo, Virgin suicides
W- W stronę morza, Windą na szafot
Y- ?
Z- Złe wychowanie
Pisałam to "na szybko", więc pewnie kilka błędów się znajdzie
miłego dnia:)
A- Aimee & Jaguar, Atonement (Pokuta), A good shepard (Dobry agent)
B- Bracie, gdzie jesteś?, Bierz forsę i w nogi, Benny & Joon
C- Closer, Cinema Paradiso, Chinese Box
D- Do widzenia, do jutra, Do utraty tchu, Dwóch ludzi z szafą
E- Elling
F- Frida, Friends- serial
G- Głową w mur, Girl Interrupted
H- Hair, House- serial
I- Intymność, Imię róży
J- Jazda, Jedna ruka netleska
K- Kola, Księżniczka i wojownik
L- Lisbon story, Love actually, Legend of the 1900, Little children
Ł- ?
M- Malena, Mulholland drive, Musimy sobie pomagać
N- Niewinni czarodzieje, Niebo nad Berlinem, Nosferatu wampir
O- Okna
P- Pali się moja panno
R- Rosemary's baby
S- Samotni, Sprzedawca marzeń, Snatch
T- Transylwania, To nie jest kraj dla starych ludzi, The meaning of life
U- Ukryte pragnienia
V- Vengo, Virgin suicides
W- W stronę morza, Windą na szafot
Y- ?
Z- Złe wychowanie
Pisałam to "na szybko", więc pewnie kilka błędów się znajdzie
miłego dnia:)
poniedziałek, 1 grudnia 2008
33 sceny z życia

Dziwny to poniedziałek był. Najpierw obudziłam się z postanowieniem zostanie w domu, zrobienia sobie wagarów i na spokojnie oglądnęłam w łóżku "SATC", bo jakoś wciągnęłam się ostatnio.
Szybko jednak przemówiłam sobie do rozsądku, że przecież wagary lepiej zrobić za tydzień, bowiem teraz mam za dużo do stracenia. I z tym postanowieniem wstałam i udałam się do Wrocławia.
I tu się zaczęło. Najpierw dojechałam do szkoły i zajęcia, na których mi zależało, oczywiście zostały odwołane. Potem zorientowałam się, że nie wzięłam telefonu i od tej chwili pogrążyłam się w bezczasie.
Skoro już tak na relacje mnie wzięło, zaliczyłam w końcu seans "33 scen z życia" i uważam, że film jest naprawdę dobry, a zdobywane nagrody jak najbardziej zasłużone.
Świetna gra aktorów, temat śmierci z kolei został ukazany zupełnie bez patosu. Niestety albo stety nie mogłam uniknąć porównywania prawdziwej historii M. Szumowskiej do tej, która została pokazana w filmie.
Jak wchodziłam do kina - świeciło słońce, z kolei kiedy wyszłam było pięknie szaro. Nie dość, że nie wiedziałam, która godzina, to dodatkowo wizyta w kinie wycięła mi 2 godziny z dnia. Dziwne uczucie:)
Po obejrzeniu filmu okazało się, że znalazłam kolejnego "brzydala", który powala mnie na kolana. Numer jeden, to oczywiście Biro Unel z "Gegen die Wand", a teraz Peter Ganzler :)
niedziela, 23 listopada 2008
na całej połaci śnieg
Śniegiem cudnie u mnie zasypało. Pewnie nikogo to nie dziwi, bowiem cała Polska pod śniegiem się schowała. Idealna pora na spacer, dopóki jeszcze śnieg nie jest rozdeptany, brudny i ze śladami psów.
Znając siebie, to pewnie jutro będę pomstować na co się da, bo czeka mnie jazda do Wrocławia do szkoły, a wcześniej stanie w kilometrowej kolejce, żeby wymienić opony na zimowe. Odkąd jestem zmotoryzowana pory roku odmierzam zmianami opon :)
Spadł śnieg,a we mnie już się obudziły pragnienia wyrwania się na snowboard. Dopiero rok temu posmakowałam tej przyjemności i po cichu mam żal do rodziców, że piękno gór zimą poznałam dopiero 20. kilka lat po urodzeniu. Moi rodzice ewidentnie nie należą do gatunku turystów, czego nie mogę powiedzieć o teściach. Mi w wieku 4 lat jeździł na nartach i przez całe dzieciństwo schodził Karkonosze wspólnie z rodzicami. Mi nawet nie dane było spać w schronisku.
A Sigur Rós jest idealne na zimę! Lepsze niż Bjork :)
Znając siebie, to pewnie jutro będę pomstować na co się da, bo czeka mnie jazda do Wrocławia do szkoły, a wcześniej stanie w kilometrowej kolejce, żeby wymienić opony na zimowe. Odkąd jestem zmotoryzowana pory roku odmierzam zmianami opon :)
Spadł śnieg,a we mnie już się obudziły pragnienia wyrwania się na snowboard. Dopiero rok temu posmakowałam tej przyjemności i po cichu mam żal do rodziców, że piękno gór zimą poznałam dopiero 20. kilka lat po urodzeniu. Moi rodzice ewidentnie nie należą do gatunku turystów, czego nie mogę powiedzieć o teściach. Mi w wieku 4 lat jeździł na nartach i przez całe dzieciństwo schodził Karkonosze wspólnie z rodzicami. Mi nawet nie dane było spać w schronisku.
A Sigur Rós jest idealne na zimę! Lepsze niż Bjork :)
środa, 12 listopada 2008
w co się bawić?
Dopijam właśnie poranną herbatę imbirową i wybywam do szkoły. Na szczęście dzisiaj czeka mnie niezbyt ciężki dzień, a raczej jadę tam w towarzyskich celach :)
Taki długi weekend był mi zdecydowanie potrzebny, wyleniłam się za wszystkie czasy ( a właściwie mogłam bezkarnie czytać książki bez widma innych rzeczy do wykonania nade mną).
W ten właśnie weekend zaczęłam również rozmyślać nad prezentami świątecznymi, co prawda czasu bardzo dużo jeszcze, ale ja wolę najpierw powymyślać co mogłabym kupić,a dopiero potem pójść do centrum handlowego przyozdobionego świątecznymi rzeczami, gdzie na pewno na siłę będą mi wmawiać, że potrzebuję taki, a taki prezent.
Dla mnie prezenty świąteczne kojarzą się z pięknie wydanymi książkami kucharskimi. Rok temu dostałam Jamiego Olivera, a w tym moją uwagę przykuła nowa książka kucharska rodzeństwa Kręglickich. Mam nadzieję, że będzie pięknie sfotografowana. Zwłaszcza, że niestety niewiele wykorzystuję przepisów z owych książek, za to częściej po prostu je oglądam.
Poza tym nigdy nie wiesz czego przydanego możesz się nauczyć. Na przykład ja mam do przetłumaczenia na praktykę przekładu instrukcję obsługi Semtexu ( takiego czeskiego środka wybuchowego). A nuż się kiedyś przyda? :)
Taki długi weekend był mi zdecydowanie potrzebny, wyleniłam się za wszystkie czasy ( a właściwie mogłam bezkarnie czytać książki bez widma innych rzeczy do wykonania nade mną).
W ten właśnie weekend zaczęłam również rozmyślać nad prezentami świątecznymi, co prawda czasu bardzo dużo jeszcze, ale ja wolę najpierw powymyślać co mogłabym kupić,a dopiero potem pójść do centrum handlowego przyozdobionego świątecznymi rzeczami, gdzie na pewno na siłę będą mi wmawiać, że potrzebuję taki, a taki prezent.
Dla mnie prezenty świąteczne kojarzą się z pięknie wydanymi książkami kucharskimi. Rok temu dostałam Jamiego Olivera, a w tym moją uwagę przykuła nowa książka kucharska rodzeństwa Kręglickich. Mam nadzieję, że będzie pięknie sfotografowana. Zwłaszcza, że niestety niewiele wykorzystuję przepisów z owych książek, za to częściej po prostu je oglądam.
Poza tym nigdy nie wiesz czego przydanego możesz się nauczyć. Na przykład ja mam do przetłumaczenia na praktykę przekładu instrukcję obsługi Semtexu ( takiego czeskiego środka wybuchowego). A nuż się kiedyś przyda? :)
sobota, 2 sierpnia 2008
weekendowa nuda
Weekendy w wakacje są dla mnie czymś dziwnym. Mam to szczęście, że głównie w tym okresie mogę leniuchować, czytać książki i robić to, na co mam ochotę. Zatem coś takiego jak weekend już mnie nie ekscytuje zbytnio. Na szczęście od paru tygodni znajdujemy sobie jakieś zajęcia. Głównie odkrywamy kina w miasteczkach pobliskich. Dzisiaj za moment jedziemy do Wałbrzycha na "Kochanice króla", tydzień temu to była Świdnica i "Opowieści z Narnii", a dwa tygodnie temu "2 dni w Paryżu". Urokiem małych kin jest to, że zazwyczaj na seansie jest garstka osób, a bilety są tańsze w porównaniu z tymi z multipleksów.
W poniedziałek wsiądę w moją zieloną strzałę i w końcu pojadę sama do Wrocławia. Odwiedzę stare kąty, wypożyczę nowy stuff książkowy i poszwędam się. Wakacje są czymś ciekawym, ale nie mogę doczekać się semestralnej rutyny. Sama nie mam dość silnej woli żeby się czegoś douczać, a w gruncie rzeczy uwielbiam poznawać nowe rzeczy. Kombinuję bardzo powoli, co by ty zrobić z moim życiem, gdy skończą mi się studia. Na szczęście mam na to jeszcze dwa lata.
W poniedziałek wsiądę w moją zieloną strzałę i w końcu pojadę sama do Wrocławia. Odwiedzę stare kąty, wypożyczę nowy stuff książkowy i poszwędam się. Wakacje są czymś ciekawym, ale nie mogę doczekać się semestralnej rutyny. Sama nie mam dość silnej woli żeby się czegoś douczać, a w gruncie rzeczy uwielbiam poznawać nowe rzeczy. Kombinuję bardzo powoli, co by ty zrobić z moim życiem, gdy skończą mi się studia. Na szczęście mam na to jeszcze dwa lata.
środa, 11 czerwca 2008
tak jak teraz jest
Najgorzej kiedy sobie coś postanowię, a później z własnego lenistwa tego nie dotrzymuję. Tym razem jednak chcę dowieść, że jest inaczej. Po kilku dni niemocy męczę ten ostatni rozdział, żeby w poniedziałek w końcu o oddać, wtedy jeszcze zostanie środowy egzamin i będę wolnym człowiekiem.
Z tej okazji mam w planach zapisanie się do wrocławskiej mediateki i wypożyczanie co i lepszych kąsków i czytanie, czytanie, czytanie.
Nawet z okazji remontu wielgaśnego i długaśnego będę wyrywać się z domu z kocykiem i będę okupowała trawkę u brata. Cudownie.
Wczoraj odwiedziłam fryzjera, żeby podciąć trochę włosy. To trochę skończyło się na całkiem krótkiej fryzurce. Najzabawniejsze jest jednak to, że mam świadomość krótkich włosów, ale kiedy widzę kogoś ściętego "na chłopaka", to myślę, że ma bardzo krótkie włosy, a ja nie :)
Dzisiaj mija nam 5 lat wspólnego bycia... I mam dylemat, świętować, czy nie świętować? Może teraz należy wyzerować liczniki i liczyć od daty ślubu? Ma się te problemy :)
Z tej okazji mam w planach zapisanie się do wrocławskiej mediateki i wypożyczanie co i lepszych kąsków i czytanie, czytanie, czytanie.
Nawet z okazji remontu wielgaśnego i długaśnego będę wyrywać się z domu z kocykiem i będę okupowała trawkę u brata. Cudownie.
Wczoraj odwiedziłam fryzjera, żeby podciąć trochę włosy. To trochę skończyło się na całkiem krótkiej fryzurce. Najzabawniejsze jest jednak to, że mam świadomość krótkich włosów, ale kiedy widzę kogoś ściętego "na chłopaka", to myślę, że ma bardzo krótkie włosy, a ja nie :)
Dzisiaj mija nam 5 lat wspólnego bycia... I mam dylemat, świętować, czy nie świętować? Może teraz należy wyzerować liczniki i liczyć od daty ślubu? Ma się te problemy :)
piątek, 14 grudnia 2007
kura domowa
Uwielbiam piątki, nie mam wtedy zajęć, mogę zrobić zaległe rzeczy, troszkę się polenić i wymyślić sposoby na spędzenie weekendu. Zwłaszcza że Mi ma zajęcia, koło, więc muszę się zająć sobą. Trudne zbytnio to nie będzie, bo "Zbłąkani" czekają i "Gra na serio" i jeszcze tona książek potrzebnych do pracy licencjackiej. Przypominają mi się około maturalne klimaty, gdy wymyślałam co będę czytać, gdy tylko skończy się nauka :)
Powoli wraca mi wena do kucharzenia. Poza tym moja mama ma talent do kupowanie takiej ilości produktów, przy których później muszę się główkować, co z tego zrobić.
Dzisiaj był już ryż z jabłkami i cynamonem zapiekany (to akurat moja zachcianka), później będzie pizza, a jutro tortille z hurtową ilością guacamole, bowiem jakoś trzeba te 4 awokado spożytkować. Same w sobie natomiast dla mnie są bez smaku i przeszkadza mi ich konsystencja.
Powoli wraca mi wena do kucharzenia. Poza tym moja mama ma talent do kupowanie takiej ilości produktów, przy których później muszę się główkować, co z tego zrobić.
Dzisiaj był już ryż z jabłkami i cynamonem zapiekany (to akurat moja zachcianka), później będzie pizza, a jutro tortille z hurtową ilością guacamole, bowiem jakoś trzeba te 4 awokado spożytkować. Same w sobie natomiast dla mnie są bez smaku i przeszkadza mi ich konsystencja.
Żałuję, że wszelkie dostępne mi korony muszę wydawać na lektury, a nie książkę kucharską pięknie wydaną. Autorka zresztą ma również taką oto stronę SMAKOWITĄ
poniedziałek, 10 grudnia 2007
lords of the boards :)
Czas zdecydowanie zbyt szybko płynie, a mi brakuje wolnej chwili żeby cokolwiek tutaj napisać i utrwalić wszystko to, co dookoła mnie.
Dzisiaj czuję się jakbym była na kacu, a za mną zaledwie trochę wysiłku fizycznego. Postanowiliśmy się bowiem nauczyć jeździć na snowboardzie i wczoraj wybraliśmy się na stok do Czech. Ze sportami zimowymi nie miałam wcześniej nic wspólnego, w ogóle ostatnio cienko u mnie z wysiłkiem fizycznym, więc kondycja marna. Wiem jedno, pomimo tych wszystkich upadków, siniaków na kolanach, bolących łydek, ramion, tyłka i tchawicy (?!) warto było!
Jako, że wiele decyzji podejmujemy spontanicznie, nabyliśmy przed godziną w końcu porządny panel 22 calowy, w miejsce poprzedniego monitora,który co chwilę się wyłączał. Dzięki temu mogę wziąć się za tłumaczenie z czeskiego (wielce ciekawa instrukcja wiertarki po czesku:) przy stale działającym monitorze. wiwat rozpasany konsumpcjonizm :)
Generalnie bardzo monotonne życie ostatnio prowadzę, książki, podręczniki i lektury. Czytam stosunkowo szybko i sprawia mi to radośc, ale mam poważne wątpliwości, że nie wyrobię się do lutego z całym zakresem materiału na hist. literatury czeskiej.
Ot, takie tam marudzenie
Dzisiaj czuję się jakbym była na kacu, a za mną zaledwie trochę wysiłku fizycznego. Postanowiliśmy się bowiem nauczyć jeździć na snowboardzie i wczoraj wybraliśmy się na stok do Czech. Ze sportami zimowymi nie miałam wcześniej nic wspólnego, w ogóle ostatnio cienko u mnie z wysiłkiem fizycznym, więc kondycja marna. Wiem jedno, pomimo tych wszystkich upadków, siniaków na kolanach, bolących łydek, ramion, tyłka i tchawicy (?!) warto było!
Jako, że wiele decyzji podejmujemy spontanicznie, nabyliśmy przed godziną w końcu porządny panel 22 calowy, w miejsce poprzedniego monitora,który co chwilę się wyłączał. Dzięki temu mogę wziąć się za tłumaczenie z czeskiego (wielce ciekawa instrukcja wiertarki po czesku:) przy stale działającym monitorze. wiwat rozpasany konsumpcjonizm :)
Generalnie bardzo monotonne życie ostatnio prowadzę, książki, podręczniki i lektury. Czytam stosunkowo szybko i sprawia mi to radośc, ale mam poważne wątpliwości, że nie wyrobię się do lutego z całym zakresem materiału na hist. literatury czeskiej.
Ot, takie tam marudzenie
niedziela, 25 listopada 2007
moleskinerie

Dawno nie spędzałam w ten sposób niedzieli. Minęło południe, a ja nadal leżę w łóżku, pod cieplutką kołdrą i można powiedzieć, że się obijam. Mam jednak dobre wytłumaczenie- choroba, katar, łzawiące oko, kichanie i prychanie.
Przed chwilą skończyłam oglądać cuda, które ludzie tworzą w swoich moleskinach. Aż nabrałam ochoty do zakupu nowego kalendarza na 2008 rok. Zwłaszcza, że wypuścili limitowany notes z czerwoną okładką, a za tydzień będę miała zastrzyk gotówki w postaci stypendium.
Wizja mojej pracy licencjackiej nadal się nie wykrystalizowała, chociaż termin oddania wstępu mija w czartek, a i temat banalny. Zastanawiam się intensywnie jak w ciekawy sposób przedstawić komizm w utworach Hrabala? Sporo tej bezdennej rozpaczy u mnie jeszcze :)
poniedziałek, 19 listopada 2007
push push
Ledwo ten tydzień się rozpoczął, a już wszystko pędzi bardzo szybko. Wstałam, jakaś kawa, chwilę snucia się po domu i już minęło południe. Całe szczęście, że do szkoły dopiero na 16, jeszcze zdążę poudawać, że się uczyłam. A nauka wybitnie pamięciowa i zabawna- jakiś wierszyk dla dzieci i czeski hymn, a także informacja o nowej sztuce Havla :)
Znów zaczęłam przezywać zachwyt muzyką, nowe dwie składanki Saint germain des pres 8. i 9. Do tego czwartkowy koncert Esbjorn Svensson Trio. No po prostu uczta! Do pełni szczęścia brakuje mi tylko kina, ale kto wie. Odbiorę stypendium, zwieję z co nudniejszych zajęć i będzie!
W ramach dochodzenia do formy na snowboard odmawiam sobie różnych słodkości i w związku z tym nie mogę pichcić. Poza tym czasu brak. Odbijam to sobie oglądaniem kolejnej książki do kolekcji, tym razem kuchnia grecka. Rozważam jeszcze kupno nowego Jamiego albo Agnieszki Maciąg- pięknie wydana. DO tego Murakami, może znów mi wróci zachwyt nim? Poza tym dobrze w końcu przeczytać coś, co nie jest lekturą.
Jesień jednak może być piękna, deprecha mam nadzieję poszła sobie precz. A w butelkach czekają na konsumpcję nalewki wiśniowa i jeżynowa.mmmm....
Znów zaczęłam przezywać zachwyt muzyką, nowe dwie składanki Saint germain des pres 8. i 9. Do tego czwartkowy koncert Esbjorn Svensson Trio. No po prostu uczta! Do pełni szczęścia brakuje mi tylko kina, ale kto wie. Odbiorę stypendium, zwieję z co nudniejszych zajęć i będzie!
W ramach dochodzenia do formy na snowboard odmawiam sobie różnych słodkości i w związku z tym nie mogę pichcić. Poza tym czasu brak. Odbijam to sobie oglądaniem kolejnej książki do kolekcji, tym razem kuchnia grecka. Rozważam jeszcze kupno nowego Jamiego albo Agnieszki Maciąg- pięknie wydana. DO tego Murakami, może znów mi wróci zachwyt nim? Poza tym dobrze w końcu przeczytać coś, co nie jest lekturą.
Jesień jednak może być piękna, deprecha mam nadzieję poszła sobie precz. A w butelkach czekają na konsumpcję nalewki wiśniowa i jeżynowa.mmmm....
środa, 3 października 2007
a ona leży z nożem w plecach
Ledwie dwa tygodnie minęły od ostatniej notki, a tyle zdążyło się wydarzyć. Przede wszystkim Ślub, jak dotąd najważniejsza rzecz w moim życiu, choć nadal jest mi dziwnie, gdy Mi (teraz już mąż) przedstawia mnie jako "moja żona".
Ślub idealny pod każdym względem. Załapaliśmy się na ostatnie cieplutkie dni, ponad 20 stopni i idealne światło do zdjęć. Fotograf i zespół był z przypadku, ale okazali się niesamowici. Zespół liczył 6 osób i nie składał się tylko z pana, który pitoli na keyboardzie. Mieli dwie solistki, basistę, git. elektryczną, perkusistę oraz momentami trąbkę i skrzypce. O tym, że wesele się podobało świadczą goście, którzy do 4 rano nie schodzili z parkietu.
Oczywiście nie bardzo chcieliśmy tańczyć pierwszy taniec, ale skończyło się na Kiljańskim, do którego wg nich można tańczyć "szuranego".
Fotograf z kolei jak nas wziął na spacer po Książańskich ogrodach, to po powrocie mieliśmy zakwasy. Myślę jednak, że opłacało się- zdjęcia będą cudne. Z drugiej strony w tych samych ogrodach byliśmy na naszej pierwszej randce. Wszystko zatoczyło koło :)
Po ślubie nadarzył się nam wypad na morze. Taka namiastka podróży poślubnej, która mam nadzieję kiedyś dojdzie do skutku.
Od wczoraj nastała dla mnie codzienność, studia, spotkania z ulubionymi ludźmi i coś nowego- codzienne 60 kilometrowe dojazdy na uczelnię. Daję radę, choć stres jeszcze się pojawia. Jednak, gdy pomyślę, że ten sam czas spędzałam w korkach, to już wolę tę samotność za kółkiem.
Oczywiście pojawia się przerażenie spowodowane pracą licencjacką, nauką, itp. Zatem mąż na piwie, a ja do listy lektur ogromniastej :)
Ślub idealny pod każdym względem. Załapaliśmy się na ostatnie cieplutkie dni, ponad 20 stopni i idealne światło do zdjęć. Fotograf i zespół był z przypadku, ale okazali się niesamowici. Zespół liczył 6 osób i nie składał się tylko z pana, który pitoli na keyboardzie. Mieli dwie solistki, basistę, git. elektryczną, perkusistę oraz momentami trąbkę i skrzypce. O tym, że wesele się podobało świadczą goście, którzy do 4 rano nie schodzili z parkietu.
Oczywiście nie bardzo chcieliśmy tańczyć pierwszy taniec, ale skończyło się na Kiljańskim, do którego wg nich można tańczyć "szuranego".
Fotograf z kolei jak nas wziął na spacer po Książańskich ogrodach, to po powrocie mieliśmy zakwasy. Myślę jednak, że opłacało się- zdjęcia będą cudne. Z drugiej strony w tych samych ogrodach byliśmy na naszej pierwszej randce. Wszystko zatoczyło koło :)
Po ślubie nadarzył się nam wypad na morze. Taka namiastka podróży poślubnej, która mam nadzieję kiedyś dojdzie do skutku.
Od wczoraj nastała dla mnie codzienność, studia, spotkania z ulubionymi ludźmi i coś nowego- codzienne 60 kilometrowe dojazdy na uczelnię. Daję radę, choć stres jeszcze się pojawia. Jednak, gdy pomyślę, że ten sam czas spędzałam w korkach, to już wolę tę samotność za kółkiem.
Oczywiście pojawia się przerażenie spowodowane pracą licencjacką, nauką, itp. Zatem mąż na piwie, a ja do listy lektur ogromniastej :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)